Z utęsknieniem odliczamy już dni do następnego spotkania

stade_24W dniach 4 – 14 sierpnia 2014 roku kolejna grupa gołdapskiej młodzieży wzięła udział w trójstronnej wymianie ,,Na ścieżkach wspólnej historii” organizowanej już od ponad 20 lat przez samorządy Gołdapi, Stade i Givat Shmuel.

Przypomnijmy, że ten niezwykły projekt polsko-niemiecko-izraelskiej współpracy został doceniony przez Kancelarię Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, która umieściła trójstronne spotkania jako dobrą praktykę w tzw. Witrynie Obywatelskiej.  http://www.prezydent.pl/witryna-obywatelska/witryna-obywatelska/projekt,48.html

 

Trójstronne spotkania, to nie tylko ważny projekt i wyróżnienie dla gminy, to przede wszystkim ważna lekcja tolerancji i współpracy dla jej młodych mieszkańców, i niezapomniana przygoda na całe życie.

 

Relacja młodzieży z Gołdapi z wakacyjnego pobytu w niemieckim Stade

 

Był to upalny poranek 4 sierpnia 2014 roku, kiedy o 9:00 wyruszyliśmy w drogę do Warszawy, na lotnisko. Mieliśmy przed sobą 6 długich godzin w podróży. Na szczęście trasa minęła nam w błyskawicznym tempie, ponieważ atmosfera w autobusie była świetna. Cały ten czas spędziliśmy na rozmowach, śpiewaniu, żartowaniu i ekscytacji. Nie mogliśmy doczekać się lotu, przylotu do Hamburga oraz poznania naszych kolegów z Niemiec i Izraela. Około 15:00 dotarliśmy na Okęcie. Na naszych twarzach nie było ani śladu zmęczenia. Widoczne były uśmiechy od ucha do ucha oraz szczęśliwie błyszczące oczy. Odprawa biletowa i bagażowa przebiegła szybko i bezproblemowo, dzięki czemu mieliśmy trochę czasu na zakupy i relaks przed odlotem. Osobiście, wyczekiwanie na nasz samolot okropnie mi się dłużyło i pragnęłam tylko usłyszeć komunikat, nawołujący do wejścia na pokład. O 17:30 wszyscy zajęliśmy już swoje miejsca i liczyliśmy minuty do startu. Po zapięciu pasów i kontroli bezpieczeństwa, samolot zaczął przygotowywać się do startowania. Najpierw zajął odpowiedni pas startowy i kierunek, a później zatrzymał się na rozbiegu i wtedy usłyszeliśmy głośny warkot silników. Następnie zaczęliśmy się rozpędzać i po kilku sekundach byliśmy już w powietrzu. Podziwianie Warszawy z góry było niesamowite. Dla mnie jest to najprzyjemniejsza część lotu.

Dla kilku moich kolegów z grupy była to pierwsza podróż samolotem więc robieniu zdjęć oraz okrzyków ekscytacji i zdziwienia nie było końca. Rejs upłynął nam szybko i przyjemnie. Po niespełna półtorej godzinie, bezpiecznie wylądowaliśmy na lotnisku w Hamburgu. Po wyjściu z pokładu udaliśmy się odebrać nasze bagaże i przenieśliśmy się do hali przylotów. Ku naszemu zdziwieniu, nikt tam na nas nie czekał. Muszę przyznać, że troszeczkę się wystraszyliśmy. Na szczęście wystarczyło tylko przejść kilka metrów w kierunku głównych drzwi, gdzie naszym oczom ukazała się grupa ze Stade. Była to najmilsza część dnia, gdy przywitaliśmy się z naszymi nowymi kolegami, jak ze starymi, dobrymi przyjaciółmi. Uśmiechów, uścisków i miłych słów nie było końca. Byliśmy najszczęśliwsi pod słońcem, ponieważ bardzo długo wyczekiwaliśmy na ten moment. Po emocjonującym powitaniu udaliśmy się na kolację do McDonalda. Tam wraz z naszymi przyjaciółmi z Niemiec delektowaliśmy się przysmakami tej restauracji. Po wspólnym posiłku znowu wróciliśmy do hali przylotów, gdzie musieliśmy wyczekiwać na naszych kolegów z Givat Shmuel. Czas upłynął nam wspaniale. Dużo rozmawialiśmy, robiliśmy zdjęcia, słuchaliśmy muzyki, a nawet tańczyliśmy i śpiewaliśmy. Pozytywna energia, optymizm i dobry humor-te cechy w ogóle nas nie opuszczały. Mimo okropnego zmęczenia czuliśmy się prześwietnie.

O 23:00 wylądowali Izraelczycy. Usiedliśmy przed drzwiami od hali przylotów, włączyliśmy piosenkę Boba Marley’a „Don’t worry, be happy” i ich wypatrywaliśmy. Po kilku minutach drzwi się otworzyły i powtórzyła się sytuacja sprzed kilku godzin. Rzuciliśmy się wszyscy sobie na szyje, nastało pozytywne zamieszanie, każdy każdego musiał uściskać. To, co wtedy czuliśmy było nie do opisania. Kiedy emocje opadły, wszystkie trzy grupy udały się do autobusu i wyruszyliśmy do Stade. Po dotarciu na miejsce pożegnaliśmy się z naszymi kolegami i udaliśmy się do naszych „host families”- czyli rodzin goszczących.

 

**

5 sierpnia był naszym drugim dniem w Stade. Spotkaliśmy się wszyscy rano około 10.00 w ratuszu miejskim. Tam czekała już na nas burmistrz Stade — pani Silvia Nieber. Reprezentant każdego z krajów wygłosił przemówienie, a pani burmistrz otrzymała prezenty – od polskiej grupy obraz przedstawiający Ziemię oraz wszystkie miasta biorące udział w wymianie oraz piękny i wiele dla nas wszystkich znaczący napis “Friends for ever” co znaczy przyjaciele na zawsze. Od grupy z Izraela również dostała obraz, przedstawiał on trójwymiarowy model miasta Giv’At Shumel . My oraz nasi przyjaciele z Izraela również dostaliśmy prezenty. Były to torby, które zawsze będą nam przypominać o Stade.

Potem udaliśmy się na zwiedzanie pięknego rynku i starówki . Widzieliśmy fascynujące kościoły z pięknymi organami. Każdy z nas była zachwycony i pełen podziwu, że w niedużym stosunkowo mieście może być tak pięknie i może tu być tyle ciekawych miejsc. Wszyscy z Polski stwierdziliśmy, że to miasto jest bardzo podobne do naszego Gdańska, przez co czuliśmy się tam prawie jak w domu. Zwiedziliśmy galerię która nas urzekła, była tam wystawa polskiego artysty Józefa Wilkonia. Po zwiedzaniu mieliśmy czas wolny. Byliśmy w małym królestwie czekolady . Było tam wszystko dla każdego. Większość z nas postanowiła pojechać autobusem na plac zabaw, na którym czekaliśmy na rodziców. Mimo tego, że był to dopiero nasz drugi dzień i każdy obawiał się tego, że nie będziemy mogli się dogadać, że będzie między nami zbyt wiele różnic, jednak wszyscy świetnie się dogadywaliśmy i bawiliśmy razem. Każdy z nas jest inny, a jednak potrafiliśmy wymyślić coś razem i zrealizować nasz plan gdy nie było przy nas opiekunów. Dużo rozmawialiśmy i poznawaliśmy się.

Następnie przyjechali po nas rodzice i zabrali nas na miejsce pikniku. Było to miejsce, w którym każdy z nas czuł się swobodnie. Po zjedzeniu pysznego posiłku, wszyscy byliśmy zadowoleni. Mogliśmy spędzić ze sobą trochę czasu . Część z nas grała w gry integracyjne a część rozmawiała i spędzała czas na poznawaniu się lepiej. Wszyscy byliśmy bardzo zadowoleni po tym pełnym atrakcji i wrażeń dniu. Każdy z nas już wiedział, że będziemy się świetnie ze sobą bawić i spędzimy cudowny czas na tej wymianie. Niestety przyszedł czas żeby się pożegnać i pojechać do domów. Jednak nie martwiliśmy się tym bo wiedzieliśmy, że zostało nam jeszcze dużo czasu razem i że nie będzie on zmarnowany. Wyczekiwaliśmy już następnego dnia i kolejnych atrakcji.

 

***

W trzeci dzień naszego pobytu w Niemczech w godzinach porannych udaliśmy się do miejscowości Soltau, w której mieści się ogromny park rozrywki – Heide Park. Było to dla nas niesamowite przeżycie, zakochaliśmy się w tym miejscu od pierwszego wejrzenia! Spośród ponad 50 atrakcji, każdy znajdzie coś właśnie dla siebie. Dla żądnych adrenaliny, najlepszym wyborem będzie wpisany do księgi rekordów Guinessa Rollercoaster Colossos, który przypadł nam wszystkim do gustu i z pewnością uczucie, które towarzyszyło nam podczas jazdy na długo pozostanie nam w pamięci, była to naprawdę „jazda bez trzymanki”. Mieliśmy tam dużo czasu wolnego, który minął tak szybko, że doszliśmy do wniosku, że czas w tym miejscu płynie kompletnie inaczej.

Był to dzień przepełniony skokami adrenaliny, strachu i szczęścia, że byliśmy w stanie odważyć się, aby skorzystać z wielu rollercoaster’ów. Z każdą kolejną, mieliśmy ochotę na jeszcze więcej wrażeń i jeszcze więcej emocji! Po niesamowitej zabawie, udaliśmy się na obiad, każdy z nas dostał kupony, które mogliśmy wykorzystać w parku, było to świetne rozwiązanie. Po tak udanym dniu, czekał nas jeszcze czas na zakupy, oraz na pyszną kolację we włoskim stylu. Był to bardzo udany dzień!

 

****

7 sierpnia po pobudce, zjedzeniu śniadania i przygotowaniu się na ten dzień o 9:00 spotkaliśmy się na placu „Stadeum” w centralnej części Stade aby wyjechać do Bremerhaven. Gdy po dwu godzinnej drodze dotarliśmy do tego pięknego, urzekającego swoją architekturą miasta, pierwszym miejscem, a zarazem najważniejszym, było Klimahaus. Jest to bardzo specyficzne miejsce, w którym możemy pozostając w Niemczech, „podróżować” po południku 8 stopnia. Jest to bardzo pouczająca wystawa, która pokazuje nam jakie klimaty a co za tym idzie jakie trudności i korzyści mają ludzie mieszkający np. we Szwecji, Samoa, Alasce czy też Antarktyce. Poznaliśmy tam wiele rodzin ale i też indywidualnych osób wymieniających się z nami poprzez nagrania wideo swoimi doświadczeniami i historiami. Sceneria umieszczona w pokojach, które reprezentowały określone miejsca na globie była bardzo starannie wykonana, a w niektórych pokojach dało się poczuć chłód Arktyki, gorące piaski pustyni, czy też doświadczyć nocy polarnej i wyników efektu cieplarnianego.

Dzięki pobytowi w tym budynku rozszerzyły się nasze horyzonty co do problemów ludzi ale i też ich codziennych zmagań z naturą. Po zwiedzeniu wystawy, którą oferowało nam Klimahause, udaliśmy się na małe zakupy do pobliskiej galerii, gdzie dziewczyny oddały się swoim modowym pasjom, a chłopcy trzymając się w zwartej grupie poszli coś zjeść i wymienić się nabytymi doświadczeniami. W wolnym czasie, w którym mogliśmy trochę pozwiedzać udaliśmy się małą grupką do pobliskiego kościoła, aby podziwiać tą piękną świątynię. W drodze powrotnej do Stade, atmosfera w autobusie aż kipiała od nadmiaru rozmów, wymieniania się nabytymi doświadczeniami, oraz omawiania historii naszych nacji. Ta pouczająca i zarazem pełna atrakcji i możliwości poznania siebie wycieczka była dla nas skarbnicą doświadczeń, historii ale i też emocji, poprzez wyrażanie których coraz lepiej, z dnia na dzień, zżywaliśmy się z uczestnikami wymiany z Niemiec i Izraela ale też i z grupą z Polski i opiekunami ze wszystkich trzech uczestniczących krajów. Poprzez aktywny udział w wydarzeniach tego dnia zostaliśmy nagrodzeni wolnym wieczorem, który był do naszej dyspozycji. Po zjedzeniu kolacji w domach z rodzinami naszych braci i sióstr z Niemiec udaliśmy się na boisko pobliskiej szkoły gimnazjalnej aby zacieśnić więzy przyjaźni między sobą, a następnie musieliśmy spakować się przed nadchodzącą podróżą do stolicy Niemiec – Berlina.

 

*****

Był to piąty dzień międzynarodowej wymiany młodzieży. Wszyscy zdążyliśmy się już wystarczająco dobrze poznać i zintegrować jako grupa. Tego poranka musieliśmy wstać trochę wcześniej niż zwykle, aby zjeść śniadanie i przygotować się do drogi. Punktualnie o 8:30 wyruszyliśmy ze Stade w trzystu-sześćdziesięcio kilometrową podróż do Berlina. Była to najdłuższa droga jaką musieliśmy przebyć autobusem na wymianie, lecz czas minął nam bardzo szybko, gdyż umilił go nam świetny kierowca ze Stade (Christoph), który zachęcał nas do zabawy świetną muzyką wpadającą w ucho niemalże wszystkim uczestnikom wymiany. Co więcej był to dzień urodzin naszej koleżanki z Givat Shmuel która nazywa się Jazz Rigen. Wspólnie z nią cieszyliśmy się tym świętem w drodze i nie tylko. Podróż zajęła nam zaledwie pięć godzin i już o 13:30 zawitaliśmy do Europejskiej Stolicy Kultury. Tam straciliśmy godzinę na dotarcie do naszego hotelu. Opóźnienie spowodowane korkami przypadło nam do gustu, ponieważ mogliśmy zobaczyć dużą część miasta przez okna autobusu.

Do hotelu Mark Apart Hotel przy ulicy Lietzenburg dotarliśmy na 14:30. Mieliśmy godzinę na odświeżenie się a następnie godzinę z naszymi opiekunami, podczas której jeszcze raz przypomnieliśmy sobie plan ceremonii zaplanowanej do Bergen Belsen, niemieckiego obozu koncentracyjnego położonego w Dolnej Saksonii, który odwiedziliśmy dwa dni później. Po przygotowaniach wyruszyliśmy na spacer ulicą Kurfürstendamm, która jest główną ulicą zachodniej części Berlina i położona jest okręgu administracyjnym Charlottenburg-Wilmersdorf. Jej okolice zyskały na znaczeniu dzięki licznym sklepom, a sama nazwa ulicy, skracana zwykle do Ku’damm (dosł. Grobla Elektorska), stała się synonimem życia miejskiego w zachodniej części miasta.

Następnie zjedliśmy kolację we włoskiej restauracji na ulicy Winterfeld. Około 21:00 wróciliśmy do naszego hotelu i mieliśmy godzinę czasu wolnego, który spędziliśmy jeszcze bardziej integrując się z naszymi przyjaciółmi z Givat Shmuel i Stade. Nie mogliśmy już się doczekać dnia następnego w którym czekała nas wycieczka po Berlinie z przewodnikiem. O 22:00 jak nakazano poszliśmy spać, a przynajmniej tak to wyglądało ze strony opiekunów. Nie oszukujmy się, że godzina czasu wolnego na wspólną integrację dla takiej grupy to zbyt mało. Pobawiliśmy się trochę dłużej i poszliśmy spać dwie godziny po ciszy nocnej.

 

******

9 sierpnia był niezwykle intensywnym i bogatym w doznania dniem. Z samego rana opuściliśmy mury naszego hotelu i udaliśmy się na wycieczkę autokarową po Berlinie. Podczas jazdy poznawaliśmy najważniejsze miejsca tego miasta. Komfort zwiedzania zapewniła nam dobra organizacja – było dwóch przewodników, w tym jeden mówiący płynnie po hebrajsku, więc mogliśmy się podzielić na grupy. Ze względów bezpieczeństwa niestety musieliśmy sobie odpuścić niektóre atrakcje, które niemiecka stolica miała nam do zaoferowania – akurat tego dnia odbywały się w Berlinie liczne demonstracje propalestyńskie, więc nie mogliśmy narażać naszych kolegów z Givat Shmuel na potencjalne zagrożenie. Zwiedzanie zaczęliśmy od Reichstagu, siedziby Bundestagu. Przewodnik opisał nam historię tego miejsca, a także streścił nam działania niemieckich polityków. Rzut beretem od Reichstagu znajduje się pomnik poświęcony zamordowanym w czasie II Wojny Światowej Romom i Sinti. Mieliśmy okazję podyskutować nad nowatorskim pomysłem architekta, a także o losach zamordowanych. Stamtąd udaliśmy się podziwiać znak rozpoznawczy Berlina – Bramę Brandenburską. Po kolejnym, krótkim wykładzie historii wsiedliśmy do autobusów i już czekał na nas kolejny punkt naszej wycieczki – Pomnik Pomordowanych Żydów Europy. Jest to plac pokryty gąszczem betonowych bloków, między którymi można się swobodnie poruszać.

W centrum bloki stawały się wyższe, a teren pofałdowany, co budziło różne uczucia u zwiedzających. Pomnik przypomina formą żydowski cmentarz, jednak wielu ludzi różnie odbiera zamysł artystyczny. Po obejściu monumentu znów dyskutowaliśmy – tym razem o naszych osobistych odczuciach. Kolejnym, i chyba najważniejszym punktem wycieczki był dla nas mur berliński, a raczej znajdująca się w pobliżu muru wystawa poświęcona holocaustowi. To był tak naprawdę nasz pierwszy kontakt z tematem nazistowskiej zagłady , ponieważ ogrom informacji, zdjęć i wystaw multimedialnych poruszył naszą wyobraźnią i psychiką bardziej niż wcześniejsze pomniki.

W tej chwili poczuliśmy po raz pierwszy, że  wymiana to nie tylko miłe spędzanie wspólnego czasu, to także w pewien sposób ważna dla nas lekcja – lekcja nie tylko historii, ale także umiejętności współczucia i pewnego rodzaju tworzenia wspólnoty ludzi młodych świadomych tego, żeby nigdy nie dopuścić znowu do takiej eskalacji okrucieństwa i nienawiści, jaka miała miejsce podczas II WŚ. Po poruszających momentach obejrzeliśmy graffiti na berlińskim murze, a później mieliśmy czas wolny na posiłek i zakupy na Alexander Platz.

Wykończeni całodniową wycieczką po stolicy wróciliśmy do hotelu, jednak nie było czasu na odpoczynek – po przebraniu się i przygotowaniu niezbędnych rzeczy udaliśmy się nad pobliskie jezioro, godzinę jazdy od Berlina. Nareszcie mieliśmy czas na integrację – dwie godziny poświęcone kąpieli i zabawom były świetną odskocznią od dnia spędzonego na bezustannym i intensywnym zwiedzaniu. Udaliśmy się również do restauracji nad jeziorem i zjedliśmy pyszną kolacją, którą umilaliśmy sobie wzajemnie ucząc się naszych języków. Żydzi zdecydowanie bili Niemców na głowę w nauce Polskiego, który był zdecydowanie najtrudniejszy. Po nocnym powrocie do hotelu udaliśmy się na dalszą integrację, tym razem bez opiekunów. Całą grupą,  zebrani w jednym pokoju, starając się nie robić zbyt wiele hałasu, rozmawialiśmy o różnicach kulturowych i o historii naszych krajów z różnych punktów widzenia, ale także śmialiśmy się ze stereotypów. Pod koniec dnia, umęczeni, położyliśmy się do łóżek.

 

*******

10 sierpnia był dla nas bardzo szczególnym dniem, gdyż to dziś mieliśmy poznać historię niemieckiego obozu koncentracyjnego Bergen-Belsen, położonego w Dolnej Saksonii w pobliżu miasta Bergen. Istniał w latach 1940-1945. Obóz przeznaczono dla jeńców wojennych oraz Żydów (1943-1944, znajdowało się ich tu ponad 9 tys.), których miano wymieniać za obywateli niemieckich znajdujących się na terytoriach alianckich. Bergen-Belsen przeznaczony był na 10 tys. więźniów, choć w ostatnich miesiącach wojny znajdowało się ich tam aż 41 tys. Więźniowie zmuszani byli do ciężkiej pracy i dostawali głodowe racje żywności. W Bergen Belsen zginęły tysiące więźniów, w obozie tym zmarła także Anne Frank.

Na początku zostaliśmy podzieleni na dwie grupy. Każda z grup wysłuchała wstępu przewodnika a następnie rozpoczęła zwiedzanie muzeum. W środku znajdowały się zdjęcia więźniów, filmy z lat istnienia obozu, nagrania wypowiedzi ocalałych, oraz różne pamiątki z tamtych czasów. Każdy był przerażony faktem, jak okrutnie traktowano w obozie ludzi. Dla niektórych osób były to bardzo ciężkie chwile, lecz mimo tego, co było kiedyś, wszyscy potrafiliśmy pocieszyć i podnieść na duchu pogrążonych w smutku. Po zwiedzaniu muzeum udaliśmy się pod pomnik pamięci. Na początku zostały złożone piękne wieńce z kwiatów w kolorach flag Polski, Niemiec i Izraela. Każda grupa przygotowała krótką scenkę upamiętniającą dawne czasy oraz popierającą życie w zgodzie i pokoju. Występy wzbudziły w nas wiele emocji. Następnie wszyscy razem udaliśmy się do miejsca gdzie mogliśmy spędzić chwile razem w ciszy i spokoju.Po wszystkim wróciliśmy do miasta Stade, gdzie czekała na nas miła niespodzianka w postaci gry w kręgle. Bawiliśmy się wszyscy razem świetnie aż do późnej nocy.

 

********

W poniedziałek 11 sierpnia zwiedzaliśmy miasto Hamburg. Jest to miasto nadmorskie, a jego port jest największym portem przeładunkowym kraju. Pod względem ludności Hamburg, jako kraj związkowy zajmuje drugie miejsce po Berlinie. Jest poprzecinany kanałami, których ilość jest większa niż w Wenecji. Ze Stade wyjechaliśmy jak zwykle o godzinie 8. Do Hamburga jechaliśmy dwiei pół godziny. Po drodze rozmawialiśmy i słuchaliśmy muzyki. Wycieczkę rozpoczęliśmy od domu Elsy Brӓndstorm, który jest obecnie przekształcony na ośrodek edukacyjny. Dom zrobił na nas duże wrażenie, a najbardziej podobał nam się taras z widokiem na las i rzekę Elbę. Po obejrzeniu domu i poznaniu jego historii otrzymaliśmy poczęstunek. Potem wysłuchaliśmy prezentacji, a także obejrzeliśmy krótki film na temat Żydowskich Dzieci, które mieszkały w dzielnicy Blankenese, w czasie II wojny światowej.

Po prezentacji wszyscy uczestnicy wymiany wyrazili opinie na temat zaprezentowanych materiałów. Wszyscy zgodnie twierdzili, że to, co zdarzyło się podczas wojny nie może się powtórzyć. Kolejnym punktem programu był pyszny deser w kawiarni Leuhmann’s. Później pojechaliśmy do centrum Hamburga gdzie mieliśmy czas wolny, który spędziliśmy w galerii handlowej. Potem poszliśmy zjeść obiadokolację w restauracji Alster Cliff. Ostatnim punktem wycieczki był rejs promem po rzece Elbie, podczas którego odegraliśmy kultową scenę z filmu ,,Titanic”. Po rejsie wróciliśmy do autokaru, gdzie słuchaliśmy muzyki i tańczyliśmy, aż do powrotu do Stade.

 

*********

Dziewiąty dzień naszej wymiany mieliśmy spędzić na integracji z rodzinami naszych gospodarzy z Niemiec. Wszyscy bardzo się cieszyli, że odpoczną od zwiedzania i porannego wstawania. Teoretycznie tak właśnie miało być, ale skończyło się na tym, że tylko do godziny 14 byliśmy z naszymi rodzinami. Niektórzy zwiedzali rynek Stade, kupowali pamiątki, odpoczywali przy grillu a jeszcze inni byli na spacerze w lesie za miastem. O godzinie 14 spotkaliśmy się przy porcie i tam zostaliśmy podzieleni na sześciosobowe grupy. Każdy otrzymał urządzenie do nawigacji, zostaliśmy skierowani w odpowiednią stronę i znając zasady gry wyruszyliśmy w trasę. Wszyscy byli bardzo podekscytowani, ponieważ uwielbiamy rywalizację. Dawaliśmy z siebie wszystko, lecz trasa okazała się bardzo długa. Po dwóch godzinach marszu postanowiliśmy zrobić przystanek przy otaczających nas ogromnych sadach z jabłoniami. Po chwili ruszyliśmy dalej. Otaczały nas przepiękne krajobrazy. Szliśmy drogą między pagórkami i pastwiskami owiec.

Po kolejnej godzinie marszu wszyscy byli wykończeni, ale humory nadal nam dopisywały. Wesoło szliśmy dalej nie przestając żartować i śpiewać. W pewnym momencie nad nami zebrały się ciemne chmury. Przyśpieszyliśmy, bo wiedzieliśmy, że zostało nam niewiele trasy do pokonania. Niestety deszcz był szybszy od nas. Po chwili zza zakrętu wyłonił się traktor z kilkoma przyczepkami. Kulturalnie zeszliśmy z drogi i kroczyliśmy dalej. Gdy traktor kolo nas przejeżdżał, z przyczepek wyskoczyła pozostała część naszej ekipy-zwycięzcy trasy. Wszyscy śmiejąc się i witając wsiedli do naszego nowego środka transportu i pojechaliśmy na farmę. Podróż minęła nam świetnie! Gdy dotarliśmy na miejsce poznaliśmy właścicieli farmy. Opowiedzieli nam jej historię i pokazali co hodują. Poczęstowali nas świeżymi owocami, które po tak wyczerpującej wędrówce smakowały jeszcze bardziej rewelacyjnie. Po półgodzinnym odpoczynku poszliśmy zwiedzać farmę. Mijaliśmy tysiące drzew uginających się od owoców. Wszystko wyglądało tak apetycznie i zdrowo, że podziwialiśmy to ze zdziwieniem.

Z farmy skierowaliśmy się od razu na plażę, do cukierni na ciasto i lody. To była nasza zasłużona nagroda za dzielne przejście całej, wielokilometrowej trasy. Odpoczywaliśmy patrząc na wodę, śmiejąc się i rozmawiając. Wieczorem, z plaży odebrali nas rodzice naszych gospodarzy i zabrali nas na kolację. Po posiłku, nadal (o dziwo!) wciąż pełni energii pojechaliśmy na spotkanie w domu jednej z naszych niemieckich koleżanek. Wszyscy świetnie się bawili jednocześnie mając świadomość, że nasza wspólna przygoda niebawem się skończy. Przed północą wszyscy wykończeni, ale szczęśliwi padliśmy do łóżek i zasnęliśmy myśląc o czekających nas jeszcze przygodach w Stade.

 

**********

Kolejnego dnia odbyła się wycieczka do Cuxhaven. Był to przedostatni dzień wymiany, dlatego w powietrzu dało się odczuć smutną aurę nadchodzącego rozstania. Wyjazd nastąpił o 7 rano, i po około 2 godzinach dotarliśmy na miejsce. Cuxhaven to urocze, typowo turystyczne miasto, położone w północnych Niemczech. Cechą charakterystyczną tego miejsca jest to, iż morze w tamtym miejscu „cofa” się w rano, a około południa zaczyna „wracać”.

Około godziny 9 wybraliśmy się na spacer z przewodnikiem w stronę drugiego brzegu. Ponieważ przez większość czasu jest tam woda, można tam znaleźć wiele ciekawych zwierząt (głównie krabów) oraz roślin morskich. Spacer trwał około 3 godzin, i nauczyliśmy się podczas niego wielu ciekawych rzeczy dotyczących tamtego regionu oraz fauny i flory. Gdy około południa dotarliśmy do „wracającego morza”, zawróciliśmy z powrotem. W drodze powrotnej musieliśmy delikatnie przyśpieszyć, ponieważ woda dosłownie ,,goniła” nas. Na koniec, tuż przed plażą zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcia. Po powrocie na plażę mogliśmy wybrać sposób na spędzenie wolnego czasu – albo zostać na plaży i kąpać się pod okiem opiekuna, albo pójść do kawiarni i spróbować wspaniałych ciast. Wtedy właśnie większość z nas spotkała się razem. Po wolnym czasie (około godziny 15) nastąpił powrót do Stade. Po powrocie każdy miał wolny czas na spakowanie się oraz odświeżenie.

Wieczorem odbyło się spotkanie pożegnalne, podczas którego przygotowaliśmy specjalną niespodziankę dla naszej niemieckiej pani gospodarz – Kariny, podczas której pod melodię utworu „I follow rivers” zaśpiewaliśmy słowa ułożone przez naszego kolegę z Niemiec – Larsa, a ta. Po zjedzeniu kolacji wszyscy wspaniale bawiliśmy się tańcząc oraz rozmawiając, a pod sam koniec spotkania odbyła się projekcja zdjęć zrobionych podczas wymiany. Wszyscy byli bardzo rozbawieni zdjęciami. Około godziny 1 rano wszyscy bardzo przytłoczeni nadchodzącym rozstaniem rozeszliśmy się do domów.

 

***********

Dzień wyjazdu okazał się być dla Nas bardzo wzruszającym i trudnym momentem tej wymiany. W ciągu 10 niezapomnianych dni, między Nami a Niemcami i Izraelczykami powstała prawdziwa przyjaźń. Okropnie ciężko było Nam się rozstać i powstrzymać łzy podczas pożegnania na lotnisku w Hamburgu. Z bólem serca opuszczaliśmy terminal w kierunku odprawy. Niewiarygodne było to, jak się ze sobą zżyliśmy w tak krótkim czasie. Byliśmy jak jedna, wielka rodzina. Uczucia, jakie nam towarzyszyły są nie do opisania. Ta wymiana pokazała Nam, że nie ma żadnych barier i stereotypów. Nauczyła nas pokory oraz ogromnej tolerancji i otwartości na innych. Ukazała piękno innych kultur i tradycji. Doświadczenie i nauki jakie zebraliśmy podczas pobytu w Niemczech, zapamiętamy na długo. Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że mogliśmy wziąć udział w tym wspaniałym przedsięwzięciu, za co z całego serca dziękujemy panu burmistrzowi. Z utęsknieniem odliczamy już dni do następnego spotkania, tym razem u naszych przyjaciół w Izraelu.

 

Uczestnicy międzynarodowego spotkania w Stade: Aleksandra Adamowicz, Anna Ostaszewska, Marta Sawczyszyn, Agata Wądołowska, Zuzanna Życzkowska, Paula Olchowik, Jakub Dobrzyjałowski, Maciej Parat, Jakub Pawluczuk, Patryk Radzewicz. Opiekunowie: Maja Poniatowska i Justyna Charkiewicz.


Aktualności

Powiązane artykuły

2 komentarzy do “Z utęsknieniem odliczamy już dni do następnego spotkania

  1. ups

    czy do izraela pojadą te same dzieci czy inne mają szansę też pojechać ????
    kiedy jest wyjazd do izraela ????
    jakie kryteria trzeba spełnić???

     
  2. Janek

    do ups: to dobrze, ze jest ta wymiana, czy źle?