Opowieść o Kaschewka See

kaschewkaSzanowna Redakcjo. Za Waszym pośrednictwem pragnę przedstawić pewną historię, która miała miejsce koło miejscowości Rogale. Z poważaniem Jan Modzalewski

 

Potwór w jeziorze Kaschewka See

kaschewka

Dawno, dawno temu opowiadano historię o potworze w jeziorze Kaschewka See. Jezioro to dzisiaj nosi nazwę Seniorita i znajduje się w powiecie gołdapskim koło miejscowości Rogale.

Opowieść zaczynała się tak:

Niedaleko od Rogahlen (od miejscowości Rogale) w powiecie Darkehmen (j. pol. Darkiejmy, obecnie Oziorsk) w pobliżu drogi do Benkheim (obecnie do Bań Mazurskich) istnieje niewielkie podłużne jezioro, zwane Kaschewka See w otoczeniu wysokich wzgórz, które są nie tylko po wschodniej stronie drogi, ale i po jej zachodniej stronie. Dostępu do jeziora broni całkowicie gęsty las. Jezioro jest zamknięte w kotlinie.

Jest to niesamowite miejsce. Pewien pasterz, który stracił cielę szukał go, lecz nie odnalazł. Gdy szukał cielęcia dotarł do jeziora i ze wzgórza spojrzał na jezioro i zobaczył w jeziorze jakieś dziwne stworzenie. Przestraszył się i pobiegł do swojej miejscowości. Wieść o potworze rozeszła się po okolicznych miejscowościach. Blady strach padł na mieszkańców miejscowości usytuowanych w okolicy jeziora. Po raz pierwszy jak podano tę wiadomość znalazło się kilku śmiałków, którzy stojąc na wysokim brzegu jeziora obserwowali lustro jeziora. Potem byli inni, odważni mężczyźni, którzy stali na wysokim brzegu jeziora jednak zejść w dół nie mieli odwagi. Potwierdzili to, co inni opowiadali. Mówili między sobą:

– Zobacz, pływaliśmy z tym okropnym potworem!

To było straszne, co zobaczyli. Potwór miał od sześciu do około dziesięciu metrów długości, płetwy kolczaste, całe ciało zielone, otoczone pancernymi łuskami. Na pewno ta bestia zżarła zaginione cielę i owce, które wcześniej też poginęły. Być może to stworzenie również zaatakuje wioski i zażąda ofiary z ludzi. Trzeba było chronić wsie. Pierwszych i kolejnych ochotników na strażników wystawiły wsie. Jednak potwór pływał spokojnie w wodzie do przodu i do tyłu, tak jakby płynął przez wiatr. Po zdobycz, to chyba tylko w nocy wychodził, kiedy strażnicy nic nie widzieli.

Spokój mieszkańców został zakłócony. Wyglądało to tak groźne, że wszyscy ludzie z okolicznych wsi zostali wezwani na spotkanie. Długo sprawa była omawiana i wałkowano ją w tę i z powrotem. Wiele szklanek wódki pędzonej z ziarna polało się. Mężczyźni byli pijani i stali się bardzo odważni po tym ożywczym, przyjemnym płynie, że postanowili zaryzykować atak na potwora.

Następnego ranka wszyscy mężczyźni zebrali się koło jeziora, gdy słońce wychodziło zza drzew. Ogromne, czerwone, takie pełne. Nigdy nie widzieli takiego słońca. Powietrze było przesycone zapachami traw i ziemi, a nad wodą, ścieliła się mgła taka dziwna, niespotykana. Niebo było widoczne i widoczna była woda. Pomiędzy nimi zawieszona cienka warstwa mgły. Welon otulający tajemnicze jezioro, zaczepiony w przybrzeżnych drzewach.

Ludzie uzbrojeni byli w kosy, siekiery, cepy, widły, liny i dzidy zrobione z prętów. Łódź z siecią została spuszczona na jezioro. Czterech młodych panów, którzy nie mieli jeszcze założonych rodzin zostało wyznaczonych do misji i musieli wiosłować po jeziorze.

Zarzucono siatkę nad potworem i pociągnięto ją razem z łodzi i z brzegu do brzegu. Wszyscy ciągnęli siatkę z całych sił. Gdy dociągnęli siatkę z potworem do brzegu przypuszczono z wielką wściekłością i siłą atak na potwora, aż leciały odpady. Gdy leciały odpady wokół głów, zatrzymali się i spojrzeli na siebie zaskoczeni. Nagle zapanowała cisza i stopniowo dochodziło do nich, że zabili stary pień drzewa. Połamane gałęzie były podobne do płetw kolczastych, a zielony pancerz potwora to trawa i mchy, które narosły na starym pniu.

Stopniowo opuszczał ich strach, a wstępowało uczucie szczęścia i ulgi. Tajemnica potwora tak długo rozpuszczana i zagrożenie znikło. Chłopiec, który obserwował bitwę z daleka podszedł bliżej i zobaczył martwego potwora. Niektórzy z chłopców już pobiegli, jako posłańcy do rodzimych wsi, aby przynieść dobre wieści kobietom. Niektórzy szukali suchych gałęzi i rozpalili ogień. Kobiety przybyły nad jezioro i szybko przygotowały solidny posiłek. Butelki wódki były przekazywane wśród mężczyzn z rąk do rąk, a każdy łyk zaznaczano szerokim kciukiem.

Gdy ognisko już porządnie rozpaliło się to w ogień wrzucono pozostałość po potworze.

Nastrój poprawił się jeszcze bardziej, gdy pojawił się muzyk ze swoimi skrzypcami i zaczął przygrywać. Wkrótce stopy tupały w jednym takcie i wiele par poruszało się w tańcu. Szerokim echem głos muzyki i śpiewu rozchodził się dalej i jeszcze dalej, ale jeszcze dalej rozeszła wiadomość o walce z potworem w Kaschewka See, który po prostu okazał się starym zgniłym pniem drzewa.

 

 


Aktualności

Powiązane artykuły

3 komentarzy do “Opowieść o Kaschewka See

  1. obserwator

    Fajna opowiastka ale trzeba przyznać, napój ziarenek ma cudowną moc!

     
  2. Anonim

    Bardzo przyjemnie sie czytalo. Prosze o wiecej.

     
  3. Urszula Anuszkiewicz

    Więcej ciekawych ludowych podań związanych z naszymi terenami znaleźć można w pozycji „Czarci Ostrów” opracowanej przez Jerzego Marka Łapo, a wydanej przez Oficynę Wydawniczą Retman w 2014 r. W zbiorze tym powyższa legenda nosi tytuł „Potwór z Kierszówki”. Całość polecam – warto 🙂