Komentarz do pisma burmistrza Gołdapi

31-przejscie2jpg

31-przejscie2jpgDo redakcji nadszedł list od osoby zawodowo  zajmującej się sytuacją na polskich granicach. Jest to m.in. polemika z pismem burmistrza Gołdapi, które zamieściliśmy niżej.

Odnosząc się do „Pisma burmistrza Gołdapi w sprawie problemów na przejściu” uważam, że to dobrze, że pan Miros zabrał głos w tej sprawie, chociaż nie spodziewałbym się liberalizacji stanowiska Ministerstwa Finansów. Raczej spowoduje to dookreślenie normy prawnej i jej interpretacji. Nie wiem, dlaczego mam takie irracjonalne przypuszczenie, że ktoś w końcu w ministerstwie pójdzie po rozum do głowy. Oczywiście burmistrz jednoznacznie popiera przemytników.

Wydaje mi się, że jest na przegranej pozycji, chociaż w kilku kwestiach ma rację. Po przeczytanie tego listu wydał mi się „Piotrem Dudą ludzi stale przekraczających granicę”. Interpretacja przepisów dotycząca tak zwanego okazjonalnego przywozu jest bardzo wątpliwa. Praktyki i wytyczne stosowane przez Ministerstwo Finansów przypominają przysłowiowego „tonącego, który chwyta się brzytwy”. Ministerstwo zaczyna działać jak przemytnik. Szuka luk w prawie. Jest to o tyle dziwne, że samo te prawa przygotowuje, więc po co takie działania? Może jest to wskaźnik braku zrozumienia lokalnych problemów przez biurokratów z Unii Europejskiej lub też przykład braku komunikacji między polskim Ministerstwem Finansów a Unia Europejską?

Okazjonalny przywóz nie jest dookreślony w przepisach prawa i to Ministerstwo Finansów wydaje wytyczne jak go interpretować. W ostatnich latach były często zmieniane wytyczne jak rozumieć to pojęcie. Izby Celne w różnym czasie i miejscach stosowały takie wytyczne jak: 1 raz w ciągu dnia, 1 raz w ciągu 24 godzin, 9 razy w miesiącu, 1 raz na 3 dni, 10 razy w miesiącu itp. Tak zwana okazjonalność przypomina prawo, prawdopodobnie jest na nim wzorowana, wprowadzone przez administrację Łukaszenki w czerwcu 2011 roku, które na pewno ograniczyło wywóz paliwa z Białorusi. W polskich realiach ma zabezpieczać przed wwozem paliwa głównie z Rosji. Na Białorusi Łukaszenko tego sam pilnuje, nie dopuszczając do wywozu częściej niż 1 raz w ciągu 8 dni. Na Ukrainie benzyna jest dużo droższa niż w Rosji. Rozumiem intencję Ministerstwa Finansów, ale sposób jej realizacji jest bardzo zły. Dotarłem do kilku wyroków polskich sądów w sprawach osób, które nie przyjęły mandatów za złamanie tak zwanej okazjonalność i w większości przypadków przyznają one rację przemytnikom. Z drugiej strony Służba celna uparcie twierdzi, że jak ktoś codziennie jeździ przez granicę i przywozi paliwo to musi je usuwać ze zbiornika i tym samym popełniać wykroczenie skarbowe. Jednak w tym wypadku rację przyznałbym burmistrzowi, nikt nie złapał tej osoby na sprzedaży paliwa, a w Polsce podobno panuje zasada domniemanej niewinności. Prowadzenie poszlakowego postępowania w takiej sprawie też wydaje się być blokowaniem sądów. Należności celno – podatkowe ciążące na 1 litrze oleju napędowego wynoszą ok. 2 zł, na benzynie są nieznacznie wyższe, więc jak sprawa trafia do sądu to wykroczenie jest warte ok. 200 zł. Moim zdaniem jest to rodzaj niegospodarności. Służba celna zatrzymując osobę, która nie godzi się na opłacenie należności za przywiezione z Rosji paliwo, wszczyna wobec niej sprawę karną – skarbową. Produkuje masę papierów, łącznie z przesłuchaniami itp. Później sąd jeszcze swoje dorobi, a efekt jest tego taki, że okazuje się, że wykroczenie to może i miało miejsce, ale nikt go nie udowodnił. Izby Celne po przegraniu takich spraw, zamiast się z nich wycofywać, jeszcze bardziej drążą temat. Wydaje mi się, że z dwóch powodów. Po pierwsze dużo osób płaci jednak te należności, najczęściej jest to (160 -200 zł), więc działa to na zasadzie: „nie będę się z wami szarpał i po sądach chodził”. Poza tym ogranicza to ruch, bo ludzie chcący zarobić na przywiezionym paliwie nie potrzebują dodatkowych kłopotów. Po drugie tuba propagandowa rządu i innych instytucji, na które powołuje się burmistrz w liście, obwieszcza wszem i wobec, jakim wielkim sukcesem jest Mały Ruch Graniczny. Dwa razy więcej przekroczeń granicy, ponad dwa razy więcej wywiezionych towarów itp. Jednak nikt nie chwali się, że w tym samym czasie spadły wpływy do budżetu państwa z podatku akcyzowego od paliw. Akcyza jest, w przeciwieństwa do cła, podatkiem, które wpływa do budżetu krajowego a jak wiemy jest duża dziura budżetowa, więc coś trzeba z nią robić. Gołdap jest miejscem przez, które są wwożone duże ilości paliwa. Autokary, prowadzone przez osoby nieprowadzące działalności gospodarczej, ze zbiornikami ponad 1000 litrów lub campery z 300 lub 500 l zbiornika nie są tam czymś nieznanym. Nawet typowy, przemytniczy passat, który 30 razy w miesiącu przewiózłby po 100 litrów paliwa zasila szarą strefę na tyle, że nie tylko w Gołdapi, ale i w Olsztynie czy w Gdańsku zapewne można bez problemu kupić rosyjskie paliwo.

W tym miejscu dochodzimy do sedna sprawy. Burmistrz, w swoim liście, powołuje się na oficjalny wymiar przejścia granicznego. Ministerstwo Finansów z kolei na pozaoficjalny. Państwo pokazuje swoją słabość. Zamiast ustalić jasne reguły gry, to się miota. Chce mieć otwartą granicę i nie ponosić z tego tytułu żadnych kosztów. W Ministerstwie Finansów przypomniano sobie, że na turystycznym z założenia przejściu granicznym przekraczających granicę jest wielu, tylko, że prawdziwych turystów brak. Z drugiej strony na turystyce nie tak łatwo zarobić, jak na rosyjskim paliwie czy papierosach.

Ciekawe jest również to, że Służba celna postanowiła uderzyć w skalę mikro, a tak naprawdę najwięcej rosyjskiego paliwa jest przywożonego przez Litwę. Litwini, jako że są krajem tranzytowym, nie kontrolują ilości wwożonego paliwa. Większość ciężarówek wjeżdżających do Polski tak zwanym szlakiem paliwowym przez Budzisko w swoich bakach ma ok. 1000 – 1500 l rosyjskiego paliwa. Jednak ilość samochodów tam wjeżdżających do Polski jest zdecydowanie większa niż w Gołdapi. Tam już nikogo nie interesuje, czy zbiornik jest przerobiony, oryginalny itp., a te kwestie są decydujące w Gołdapi. Widać tutaj bezwład kompetencyjny w obrębie Unii Europejskiej.

 

Na koniec kilka słów, o tym co nie podoba mi się w stanowisku burmistrza. Dokument nr 3 skarga na działanie urzędników celnych Izby Celnej w Olsztynie jest przykładem niekompetencji i chyba braku zrozumienia, o co w tym wszystkim chodzi. Ta osoba, która napisała ten papierek, bardzo się nie popisała. Po pierwsze, pomylono służbę celną ze służbą cywilną, zmieniając jej szefów i adresy. Po drugie poskarżono się na kogoś, kto nie istnieje. Język prawniczy wymaga precyzji. Po trzecie funkcjonariusze na granicy, chyba nie ze swojej woli i własnej inicjatywy interpretują prawo. O ile ta skarga jest kierowana do Szefa Służby Celnej to dochodzimy do paradoksu, że burmistrz skarży się na działanie funkcjonariuszy, do osoby, która wydała im polecenia, więc jakim cudem skarga może być zasadna.

W całej sprawie ciekawa wydaje się też wizja idei samorządności w Polsce. Burmistrz taktuje granicę jako swoją, a moim zdaniem ona do niego nie należy. Nawet znak Gołdap jest od przejścia oddalony o kilka kilometrów. Poza tym jako urzędnik sprzeciwia się decyzjom innych urzędników.

 

Najgorszym efektem jest, że na granicy znowu podsycane są niezdrowe emocje. I przemytnikom i celnikom ciężko się przez to pracuje.

 

Z poważaniem

Włodzimierz Cituk


Aktualności

Powiązane artykuły

4 komentarzy do “Komentarz do pisma burmistrza Gołdapi

  1. goldapman

    Kim jesteś Włodzimierzu i co robisz w Gołdapi?

     
  2. qwerd

    Kolejne zabiegi socjotechniczne miłościwie nam panującego samorządowca mające przygotować gawiedź do przyszłych wyborów. Bo to że ktoś schudł dużo grając w tenisa i znacznie ładniej wygląda na tle tłustej buzi „biznesmena” od drzewek przy promenadzie już nie wystarczy. Może wreszcie wypadałoby zacząć robić coś z 25% bezrobociem.

     
  3. Kazik

    qwerd ty musisz być bardzo nieszczęśliwy i zgorzkniały. nigdy niczego dobrego nie napisałeś. żal mi ciebie. idź czasem na spacer, zobacz jak jest ładnie w Gołdapi i na świecie, idź na lody albo popływaj. strasznie smędzisz. od zawsze

     
  4. Franek

    Kazik !

    Pozałowania godnym to ty jesteś.Ciesz się ,że wystarczy tobie spacer,świeże powietrze i lody.
    Powinieneś przyjąć do wiadomości,że aby podziwiać przyrodę nie wystarczy szczaw i mirabelki. Trzeba mieć jeszcze dobry wzrok.
    A jeśli spotka ciebie (mnie) nieszczęście i dorobisz się zaćmy,tp wtedy czekasz na zabieg 2 lata chodząc ociemniały,lub płacisz (o ile masz) 3 000 zł za jedno oko i załatwiają ciebie w ciągu 2-ch tygodni.
    Nie życzę tobie żle ale zgorzkniałym i nieszczęśliwym możesz zostać rownież,jeśli otrzymasz emeryturę 1200 zł miesięcznie.