Inni napisali: Życie po życiu (samorządowym)

W czasopiśmie samorządowym „Wspólnota” Janusz Król (redaktor naczelny pisma) przeprowadził rozmowę byłym prezydentem i byłym burmistrzem – czyli Januszem Grobelnym, byłym prezydentem Poznania i Markiem Mirosem, byłym burmistrzem Gołdapi. Obaj działali w Związku Miast Polskich (prezes i wiceprezes).

 

Życie po życiu (samorządowym)

 

Janusz Król: Ile czasu byliście burmistrzem i prezydentem?

 Ryszard Grobelny: O rany! Prezydentem Poznania byłem przez 16 lat, a przedtem jeszcze sześć lat spędziłem w zarządzie miasta. To razem daje dwadzieścia dwa lata na urzędzie! Zdecydowana większość mojej kariery zawodowej to urząd.

 Marek Miros: Poprawię Ryszarda, samorząd a nie urząd, bo prezydent czy burmistrz choć, formalnie pracuje w urzędzie i jest jego kierownikiem, de facto jest działaczem samorządowym, lokalnym politykiem.

 Ryszard Grobelny: To prawda, pełna zgoda.

 Marek Miros: Ja byłem burmistrzem Gołdapi od 6 czerwca 1990 r. Od samego początku odrodzonego samorządu aż do 1 grudnia 2014 roku, czyli sześć pełnych kadencji.

 Janusz Król: A potem przyszły przegrane wybory i trzeba było pożegnać się z funkcją. Powiedzcie, jakie były wasze pierwsze myśli, gdy okazało się, że nie jesteście już prezydentem, burmistrzem?

 Ryszard Grobelny: Najpierw trzeba się było otrząsnąć po porażce, bo to nie jest tak, że człowiek z góry przewiduje przegraną. W wyborach startuje się żeby wygrywać. Tak więc w pierwszych dniach musiałem znaleźć trochę dystansu do tego, co się wydarzyło i szybko zaplanować dalsze życie. Miałem świadomość, że nikt specjalnie nie będzie starał się mi pomóc i że sam muszę się zakręcić i zobaczyć, co jeszcze potrafię robić, co mogę robić i co chciałbym robić oraz w czym będę się dobrze realizował. Ze dwa tygodnie spędziłem, aby to wszystko przemyśleć.

 Marek Miros: Powiem może paradoksalnie, ale byłem psychicznie przygotowany na tę porażkę. Bo jeśli w małym mieście jest się wybieranym przez 6 kadencji, a właściwie 7, bo dodatkowo w 2000 roku miałem referendum, czyli parawybory, to za każdym razem zastanawiałem się: dlaczego, dlaczego jeszcze? W czasie ostatniej kadencji zacząłem się psychicznie przygotowywać do przejścia od czynnej formy uprawiania samorządu do troszeczkę innej. Nie chciałem przegrać, bo inaczej bym nie startował – przegrałem zresztą nieznacznie – ale nie była to dla mnie większa trauma. I powiem coś, w co nie wszyscy zechcą uwierzyć, przyjąłem porażkę z pewną ulgą, bo gdy cały czas jest się na świeczniku, to ma się prawo być nieco zmęczonym. Aby było jasne, nadal jestem przygotowany i chcę pełnić funkcje samorządowe, ale nie jestem pewien czy funkcję pierwszego, tego na świeczniku.

 Janusz Król: Marku, rzeczywiście nie bardzo chcę wierzyć, że to cię nie dotknęło. Przypominam sobie uczucia, gdy sam odchodziłem z funkcji burmistrza, bo podzielono moją gminę i…

 Marek Miros: No dobrze, lekka trauma była (śmiech)

 Janusz Król: A jak długo trwała?

 Marek Miros: U mnie minęła stosunkowo szybko. Ale raczej dlatego, że psychicznie przygotowywałem się do odejścia. Zresztą ani ja, ani pewnie Ryszard, nie ograniczaliśmy naszego życia wyłącznie do samorządu. Ja uprawiam sport, Ryszard uprawia sport, mamy rodziny, mamy przyjaciół i znajomych, mamy swoje pasje i dlatego było nam łatwiej. A znam takich, którzy żyją samotnie koncentrując się wyłącznie na kolekcjonowaniu prestiżowych funkcji i kiedy je tracą, przeżywają załamanie nerwowe czy wpadają w depresję. Jasne, że nikt nie przechodzi lekko nad porażką, ale sparafrazuję pewnego premiera: to nieważne, że raz przegraliśmy, ważne, że wielokrotnie wygrywaliśmy i zostawiliśmy trwały ślad w swojej małej ojczyźnie.

 Ryszard Grobelny: Nie rozpatrywałem porażki zbyt długo. Większy problem miałem, jak ułożyć sobie życie zawodowe, bo nie planowałem przegranej i nic przygotowanego nie miałem. Akurat wtedy zbliżał się koniec roku, przyszły święta, czas rodzinny, który sprzyja temu, by oderwać się myślami od codzienności, ale już od początku 2015 roku musiałem zakasać rękawy i wziąć się do roboty. Wróciłem na uczelnię, co nie było trudne, bo będąc prezydentem nadal prowadziłem zajęcia ze studentami. Rozpocząłem też własną działalność gospodarczą, a to wymaga biegania, jeżdżenia, nawiązywania kontaktów, podpisywania umów. Mnóstwo tych kontaktów jest nietrafionych, bo w biznesie przyjmuje się za bardzo dobry rezultat, gdy co dziesiąta rozmowa finalizuje się umową. Wejście w działalność gospodarczą okazało się bardzo dobre, bo kiedy biegasz, nie masz czasu na rozpamiętywanie przeszłości.

 Janusz Król: W jakim stopniu przepisy antykorupcyjne ograniczające możliwości zatrudnienia osób wydających decyzje administracyjne utrudniły wam start w nowe życie?

 Ryszard Grobelny: W małych środowiskach to jest zapewne bardziej dokuczliwe. W dużym mieście zawsze znalazłby się ktoś, komu nie wydawało się decyzji poza podatkowymi, a te nie są brane pod uwagę. Miejsc pracy jest całe mnóstwo, więc ktoś, kto ma zawód i umiejętności pracę znajdzie. Jednak nie jest łatwo pracować w środowisku, gdzie przez wiele lat było się traktowanym jako bardzo ważna persona, a tu nagle … Pod tym względem dużo łatwiej jest być wolnym strzelcem i pracować na własną odpowiedzialność, choć pewnie jest z tym bardzo różnie w różnych miejscach. Tym niemniej w dużym mieście jest łatwiej, bo w małym ośrodku ludzie często nie wiedzą, czy mogą pomóc odchodzącemu od władzy, czy nie mogą, bo nie wiadomo, jak to przyjmie nowy burmistrz. A jeśli odbierze to źle? To lepiej nic nie róbmy, nie wychylajmy się. Niestety, pojawia się jakiś ostracyzm w stosunku do tych, którzy odchodzą. Sam odczułem to w nieco śmiesznej formie, bo niektórzy bali się do mnie dzwonić z telefonów służbowych. Woleli z prywatnego, bo a nuż następca się dowie, że do mnie dzwonili i nie wiadomo, jak będzie jego reakcja.

 Janusz Król: Marku, a jak się ludzie zachowali wobec ciebie? Znajomi, kontrahenci, pracownicy urzędu?

 Marek Miros: Bardzo różnie. Ci przyzwoici zachowali się i nadal zachowują się przyzwoicie. Staram się bardzo rzadko bywać w urzędzie miejskim w Gołdapi, mimo że mam tam mnóstwo znajomych a nawet przyjaciół, co jest oczywiste po tylu latach pracy z tymi ludźmi. Postanowiłem nie narażać ich na kontakty ze mną. Nie wiem, jak to jest w przypadku Ryszarda, ale mój następca okazał się człowiekiem, który zwraca uwagę na kontakty pracowników z poprzednikiem

 Janusz Król: No wiesz, Machiavelli powiedział, że rodzinę pokonanego księcia trzeba wybić od dziewiątego pokolenia wstecz…

 Marek Miros: Tak to było w czasach Machiavellego, kilkaset lat temu…

 Ryszard Grobelny: Wybijania już nie ma, ale mimo upływu lat pewne mechanizmy działają nadal (śmiech).

 Marek Miros: Różnie bywa. Są też szczęśliwcy, których następcy mówią: OK, spieraliśmy się w czasie wyborów, ale część rzeczy będę kontynuował a część rzeczy zmienię. Akurat mój następca poszedł inną drogą. Drogą bezsensownej i nieuprawnionej negacji.

Nie chcę jednak, aby to, co mówię, było odczytane jako skarga.

Uważam, że w życiu ważna jest osobowość. Ty odszedłeś z urzędu, prowadzisz pismo, Ryszard również znalazł swoją drogę, także i ja znalazłem odpowiednie miejsce w życiu.

Nie narzekamy, tylko działamy:)

 Janusz Król: Właśnie, czym się obecnie zajmujecie?

 Marek Miros: Jestem sekretarzem powiatu, czyli nadal w samorządzie. Po odejściu z urzędu miasta miałem sześć propozycji pracy, ale pięć z nich było poza Gołdapią. Miałem nawet ofertę objęcia funkcji wydawcy i redaktora naczelnego pewnego prywatnego radia regionalnego, ale odmówiłem, bo się na tym nie znam. Dlatego kiedy ogłoszono konkurs na sekretarza powiatu, postanowiłem wziąć w nim udział. Miałem oferty, znalazłem pracę, ale uwaga: to nie jest zasługa systemu, bo system takich jak my nie zabezpiecza.

 Ryszard Grobelny: Ja nie miałem żadnych ofert pracy, choć faktem jest, że nie zabiegałem o nie. Dość szybko postanowiłem zostać niezależnym ekspertem i na dzisiaj jestem z tego zadowolony. Ta praca pozwala mi utrzymywać kontakty ze środowiskiem samorządowym, powiem nawet, że im dalej od Poznania te kontakty są silniejsze (śmiech).

 Janusz Król: Tak działa efekt Jaśkowiaka (śmiech)?

 Ryszard Grobelny: Pewnie trochę tak to jest. A wracając do przerwanej myśli, cały czas mam kontakt z problematyką samorządową, wyrabiam sobie trochę inne spojrzenie, bo jednak punkt widzenia eksperta nie jest taki jak decydenta, który na końcu musi sam rozstrzygać. Doświadczenie z urzędu pozwala mi lepiej rozumieć ich sytuację – ja mogę im doradzić, ale ostatecznie to oni będą ponosić odpowiedzialność. To jest ciekawa sytuacja i ciekawa praca, póki co jestem z niej zadowolony.

 Janusz Król: Ryszard, doradzasz w jakiejś specjalistycznej dziedzinie czy zajmujesz się doradztwem ogólnym?

 Ryszard Grobelny: Doradzam głównie w dziedzinie fiansów, bo z tą problematyką jestem najsilniej związany. Robię trochę ekspertyz w sprawach powiązanych z gospodarką przestrzenną, np. z ustawą krajobrazową, opłatą reklamową, bo na uczelni specjalizuję się właśnie w zakresie ekonomicznych mechanizmów planowania przestrzennego. Ale wykonuję też analizy związane z PPP, czy szerzej z inwestycjami, co pozwala mi wykorzystywać swoje doświadczenie w zarządzaniu w sferze publicznej.

 Janusz Król: To jak wam idzie w nowych miejscach?

Ryszard Grobelny: Ja jestem zadowolony, więc nie mogę mówić, że idzie źle. Kiedy zaczynałem, myślałem, że będzie jeszcze lepiej i będą to niewiadomo jakie sukcesy. Aż tak dobrze nie jest, to po prostu ciężka praca, którą trzeba codziennie wykonywać. I nie jest to praca na 8 godzin dziennie. Gdy ludzie myślą, że teraz mam więcej czasu, to mylą się, bo mój kalendarz jest wciąż wypełniony. Jedyna różnica na plus to spokojniejsze życie, bez tylu stresów i konfliktów.

 Marek Miros: Dwadzieścia siedem lat temu zostałem burmistrzem niejako przez przypadek.

To była wielka przemiana polityczna i to było spore zaskoczenie,

również dla mnie. Utrzymałem się na stanowisku przez długi czas, reprezentując małe miasteczko przez kilka lat działałem w zarządzie Związku Miast Polskich, ostatnio nawet na funkcji wiceprezesa. Napisałem książkę, byłem odznaczany przez trzech prezydentów, mam czterech synów, troje wnucząt i tak dalej. Czuję się człowiekiem spełnionym. I nie zadaję sobie pytań, czy spełniam się pracując jako sekretarz powiatu. Nie chciałem opuszczać środowiska samorządowego i to mi się udało.

Nawiązałem kontakt z pewną firmą – oczywiście w granicach prawa – która wykorzystuje moje umiejętności i kontakty z samorządami. To daje mi pewne dodatkowe dochody. Mój starosta daje mi dużą swobodę i stwarza szanse, abym pomagał mu także w bardziej kreatywnych dziedzinach niż kierowanie urzędem. Jednym słowem – nie narzekam.

 Janusz Król: U nas w redakcji żartujemy, że kiedy tylko któryś samorządowiec napisze książkę, to przepada w wyborach. Czy to jest jakaś klątwa, bo obaj książki napisaliście?

 Ryszard Grobelny: Rafał Dutkiewicz napisał i nie przegrał…

 Janusz Król: Ale wszystko przed nim, ponoć już nie będzie kandydował…

 Ryszard Grobelny: Każde zadanie, które los przed nami postawił, kiedyś się skończy i każdy będzie musiał odejść. Nawiązując do tego, co powiedział Marek, jeśli miałbym czegoś życzyć wójtom, burmistrzom i prezydentom, to nie dłuższego pozostawania na urzędach, ale by czuli, że godnie wypełnili swoje zadanie i że są ludźmi spełnionymi. A czy to będzie trwało przez lat cztery, osiem, czy dwadzieścia, powinno zależeć od mieszkańców i tylko od nich.

 Janusz Król: Pytanie na koniec: ciągnie was do ponownego kandydowania w wyborach?

Ryszard Grobelny: Do ponownego kandydowania nie, natomiast do jakieś formy działalności publicznej trochę tak.

Marek Miros: Odpowiem ci tak. Prowadzisz dość poczytne czasopismo, które trafia do rąk samorządowców także w Gołdapi, więc aby nie ułatwiać im życia, nie będę się deklarował. W moim i Ryszarda przypadku projekt, z którym się zdecydowanie nie zgadzam i który ma ograniczyć liczbę kadencji samorządowcom, daje nam nieoczekiwaną szansę na wybór, bo dzięki przegranej właśnie mamy przerwę w sprawowaniu funkcji (śmiech).

 

Wywiad w załączniku pdf:

s18-20


Aktualności

Powiązane artykuły

28 komentarzy do “Inni napisali: Życie po życiu (samorządowym)

  1. tam

    Ale kocopoły ten Miros opowiada. Jakbym go nie zał to prawie bym uwierzył.

  2. PO.LA

    A może jednak – Marek Miros na burmistrza. Człowiek jednak ma klasę, i język też potrafi powiedzieć, co pomyśli głowa. Ale to by była zmiana za Lutego 🙂

    1. to już było

      Ta sztuka już zeszła z afisza. Na szczęście.

      1. szydło

        Masz rację… Teraz jest sztuka innego autora, przeznaczona dla tych (choć na szczęście jest ich coraz mniej), którzy nie mają zapotrzebowania na głębszą duchowość i wyższą kulturę. Autor tej sztuki wygłasza coraz dłuższe monologi, w których dominują trzy lub cztery, wciąż te same, frazy, z których najczęściej używane to – „patologia” i „szanowni państwo”. Kiedyś była również „transparentność” i „nepotyzm”, ale te stały się – albo psujące rytm deklamacji, albo po prostu niewygodne. Mimo tego że jest tych słów i fraz niewiele, to autor stara się coraz dłużej i coraz częściej przedstawiać swoją sztukę.

        1. Anonim

          Zapomnialweses dodać razem z Pania Sekretarz,Pania Skarbnik i Pania z Ban.

          1. Anonim

            Czas na zmiany.

          2. Anonim

            To okropne co sie wyprawia.Ale my wyborcy uważnie obserwujemy…i Patrzymy Na WSZYSTKO.

          3. Anonim

            Czytam,czytam i nadziwić sie nie mogę.Zrozumcie wladza dzis jest jutro pstryk i koniec..Ludzie zajmuja jakies wysokie stanowiska i co w glowie sie przewraca,kazdy coś chce …najgorsze jest to ze po drodze ktos nie szanuje czyjeś rodziny..Pamietajmy zycie wystawia slony rachunek..Wesołych Świąt..

          4. Anonim

            Tak szacunek jest najwazniejszy…ale ktos szybko zapomina….wstyd,wstyd..ale ktos pieknie opisal wszystko wychodzi.

          5. Anonim

            Aby osiągnąć cel..kosztem …..BRAWO..

        2. tam

          Przypominam, bo widzę, że nie pamiętasz, ludzie głosowali nie za Luto(bo kto go wtedy znał) tylko przeciwko Mirosowi. A wracając do Luto to możemy a nawet powinniśmy wybrać kogoś innego w następnych wyborach. Nowego z lepszymi pomysłami ale nie Mirosa. Widać jak działa w Starostwie. Dopóki jego tam nie było to nikt nie „pożyczał” sobie samochodów służbowych z kluczykami i dokumentami i nie jeździł nimi po pijaku:). O ludziach którzy przeszli do pracy gdzie indziej nie wspomnę.

          1. Żerko

            Może dlatego takich sytuacji nie było bo nie było chętnych do jazdy po pijaku. Teraz może są. Gdzie tu wina Mirosa?

  3. Darek

    Władza zbyt długo sprawowana deprawuje co potwierdziło się na przykładzie Marka Mirosa.Tacy jak on nie umieją już nic innego po 25 latach .
    Ani klasy ani wstydu za te patologie człowiek nie ma więc żyje chwilami,które bezpowrotnie minęły.Całe szczęście,że dwa lata temu ludziom otworzyły się oczy co lokalna władza potrafiła robić z publicznymi pieniędzmi.Za rok odświeżymy pamięć …

    1. Jola

      Bardzoście to roztropnie mości Darku wykoncypowali:-) Nawet żeście odkryli Amerykę:-) Jednak historia zna wiele innych przykładów – chociażby władzy, która od początku poświęca większość swojej energii na leczenie kompleksów kosztem lokalnej społeczności, wprowadzając już na starcie rządy dyktatorskie oparte na kumoterstwie i… rozrzutności. Albo władzy, która przez połowę kadencji tak potrafi obstawić się dworem, że nie udało się to przez ćwierć wieku jej poprzednikom.
      Natomiast co do odświeżania pomięci… Owszem to nastąpi Darku w Gołdapi i to niebawem:-) Nawet zostanie odświeżona pamięć pewnemu Andrzejowi:-)

      1. Anonim

        A ten dwór to kto ….Ale w zyciu wszystko wraca,co zrobimy to wraca.Nie trzeba jechać do Warszawy..

        1. Anonim

          A…pozdrawiamy ..wiemy kogo

  4. end

    Marek Miros: „Mój starosta daje mi dużą swobodę i stwarza szanse, abym pomagał mu także w bardziej kreatywnych dziedzinach niż kierowanie urzędem.” – kreatywne dziedziny? Co ma Miros na myśli można tylko się domyślać biorąc pod uwagę „wyczyny i sukcesy” starosty. Czy sekretarz kreatywnie mu pomaga? Czy za tę kreatywność otrzymuje tak wysokie wynagrodzenie? Co zrobił sekretarz w ciągu swojej pracy na tym stanowisku co przyczyniło się do poprawy warunków życia mieszkańców powiatu gołdapskiego?
    Wydaje się że Starostwo ma ustawowo ściśle określone zadania i dobrze by było żeby starosta, zarząd i sekretarz je solidnie wykonywali, według mojej oceny wykonują bardzo źle i powinni być jak najszybciej zmienieni.

    1. Julka

      „End” podaj jakie wynagrodzenie pobiera Sekretarz Miros.

      1. end

        Za 6 miesięcy pracy w roku 2015 otrzymał 52 277,86 zł. Źródło: bip.powiatgoldap.pl, czyli średnio po ponad 8 700 zł miesięcznie.

  5. Anonim

    „byłem psychicznie przygotowany na tę porażkę”

    A kto płakał w Matrioszce (zanim Ciołek zatrudnił w starostwie), że wszyscy poodwracali się i nie odbierają nawet telefonów???

    „Jestem sekretarzem powiatu, czyli nadal w samorządzie. (…) Nie narzekamy, tylko działamy:) ”

    Wieści powiatowe niosą, że narzekamy, że nie znamy się na tym, co robimy, jako sekretarz, że stanowisko nieodpowiednie, że zawalamy „robotę”!
    Starosta w nagrodę obiecał (ma) zatrudnić jako doradcę starosty, a na miejsce sekretarza poszukuje kandydata!

  6. Next

    A tu kolejne kuriozum z cyklu „Starosto chwalą nas! – kto sekretarzu? – Wy mnie ja was” :

    http://magazynfakty.pl/szukamy-korzystnych-rozwiazan/

    Mam prośbę do odpowiedzialnych radnych powiatopwych, aby zapytali, ile kosztowało powiat gołdapski opublikowanie tego tekstu pełnego ogólników i „post prawd”? Jak już się wyciśnie wodę to nic nie zostaje!

  7. mm

    Duże możliwości „kreatywnych działań”. Ze Statutu Powiatu Gołdapskiego:

    § 64. 1. Obsługę posiedzeń zarządu powiatu, rady powiatu i jej komisji zapewnia starostwo.
    2. Sekretarz powiatu odpowiada za:
    1) administracyjno – organizacyjną i merytoryczną obsługę posiedzeń organów kolegialnych powiatu oraz wykonuje inne zadania w ramach upoważnień udzielonych przez zarząd powiatu i starostę,
    2) upowszechnianie powiatowych przepisów porządkowych, które ogłasza się przez ich publikację w środkach masowego przekazu oraz w drodze obwieszczenia. Powiatowe przepisy porządkowe podlegają także ogłoszeniu w wojewódzkim dzienniku urzędowym,
    3) udostępnianie w siedzibie starostwa akta prawa miejscowego ustanowione przez organy kolegialne powiatu.
    3. Sekretarz powiatu prowadzi zbiór uchwał oraz protokołów z posiedzeń organów kolegialnych powiatu.

    1. Velasquez

      „Inne zadania w ramach upoważnień” dają właśnie możliwość „kreatywnych działań”

  8. Anonim

    Panie Burmistrzu mam wrażenie,że pewne Panie więcej szkody Panu wyrzadzaja niz pozytku.Proszę przyjrzeć sie uważnie co dzieje się wokół Pana i posłuchać zwykłych ludzi.To ludzie Pana wybierają nikt inny.

  9. Piotr Miszkiel

    Życie, życie jest nowelą
    Co wciąga jak rzeka
    Chciałbyś dziś znać przyszłość
    Lecz musisz poczekać

  10. Proszę nie pisać komentarzy dotyczących prywatnego życia osób – takie nie będą publikowane.

  11. Anonim

    Tak skonczy sie wladza,stanowiska i co..ludzie pamiętają…bo pewnym osobom i tzw.,,dworowi,,w glowie sie przewraca..jak tak mozna.