Na stepach Kałmucji

suhaki

suhaki„Jadę do Kałmucji!” – na to stwierdzenie słyszałem bardzo podobne odpowiedzi: „Co? Dokąd? Gdzie to?”. Muszę zresztą przyznać, że sam niewiele słyszałem wcześniej o tej krainie.

Do Kałmucji, republiki wchodzącej w skład Federacji Rosyjskiej, zaprosił mnie Anatoly – Polski przewodniczący organizacji pozarządowej „Alter Vita” ze Stawropola. Wyjazd mógł dojść do skutku dzięki dofinansowaniu, jakiego udzieliła – jako „grant wyjazdowy” – Fundacja „Edukacja dla Demokracji” w ramach Programu „Przemiany w Regionie” – RITA.

Organizacja „Alter Vita” zamierza utworzyć oddział w Kałmucji, który zajmie się realizacją projektów ukierunkowanych na rozwój obszarów wiejskich, przede wszystkim poprzez wsparcie eko i etno turystyki. Polskie doświadczenia w tym zakresie uznano za potencjalnie cenne, dlatego zostałem poproszony, aby „okiem z zewnątrz”, razem z partnerami rosyjskimi, dokonać wstępnego przeglądu kałmuckich zasobów przyrodniczych i kulturowych, ocenić ich atrakcyjność turystyczną, poszukać analogii z polskimi doświadczeniami, zaproponować metody udostępniania.

Kałmucja położona jest na południowo-wschodnich rubieżach europejskiej części Federacji Rosyjskiej. Geograficznie to Europa, chociaż trudno w to uwierzyć zapuszczając się na bezkresne stepy, widząc wokół skośnookich ludzi, stada owiec, krów, kóz i… wielbłądów. Zaskakują buddyjskie świątynie – Kałmucy w większości wyznają buddyzm tybetański.

Historia narodu Kałmuckiego pełna jest dramatycznych wydarzeń. Kałmucy do swojej obecnej ojczyzny – w międzyrzeczu Donu i Wołgi – przywędrowali z zachodnich Chin i Mongolii w XVII wieku. Stali się ważnym militarnym sojusznikiem carów rosyjskich. Pod koniec XVIII wieku znaczna część Kałmuków – nie akceptując postępującej kolonizacji ich ziem przez słowiańskich osadników – zdecydowała się na powrót do krainy przodków. W drogę wyruszyło około 300 tys. ludzi, na miejsce dotarło jedynie 15 tys. Pozostali zginęli na skutek spożycia trującej wody i w walkach z ludami Centralnej Azji.

Ok. 100 tys. Kałmuków nie ruszyło w drogę, zostali, gdyż nie zdążyli przeprawić się przez Wołgę, na której wyjątkowo wcześnie stopniał lód.

Kałmucy odegrali ważną rolę w historii Rosji. Oddziały kawalerii kałmuckiej jako pierwsze wkroczyły do Paryża w 1814 roku po klęsce Napoleona. W czasie Rewolucji Październikowej większość Kałmuków opowiedziała się po stronie „białych”. Zwycięscy Bolszewicy uznali ich za „element niepewny”. W czasie II Wojny Światowej Kałmucy walczyli po obu stronach, zarówno w Armii Czerwonej, jak i w sformowanym przez Niemców Korpusie Kawalerii Kałmuckiej. Władze ZSRR oskarżyły naród kałmucki o zdradę ojczyzny i w grudniu 1943 roku przesiedlono wszystkich Kałmuków na Syberię. Wielu z nich nie wytrzymało nieludzkich warunków podróży, wielu zmarło już na miejscu – z głodu, od chorób i mrozu. Co ciekawe wielu Kałmuków wspomina, że kiedy dotarli na Syberię, zastali tam Polaków zesłanych w latach 1940 – 1941. Doświadczeni już w syberyjskich realiach Polacy pomagali nowym sąsiadom przeżyć. Do swojej ojczyzny Kałmucy powrócili dopiero po śmierci Stalina – po 1957 roku.

Kałmucja to obecnie jeden z najbiedniejszych rejonów Federacji Rosyjskiej. Budżet republiki bazuje na federalnych dotacjach. Nie ma tu prawie przemysłu, zasoby naturalne – ropa i gaz – występują jedynie w pobliżu Morza Kaspijskiego.

Pojęcie „wykluczenie komunikacyjne” jest jak najbardziej na miejscu przy opisie Kałmucji: do stolicy – Elisty – nie dochodzą pociągi, jakość dróg pozostawia wiele do życzenia, samoloty latają rzadko. Pewną popularnością w Rosji i za granicą Kałmucja cieszyła się w czasie prezydentury Kirsana Iljumżinowa (1993 – 2005), miłośnika i propagatora szachów. Na potrzeby Olimpiady Szachowej w 1988 roku wybudował on w Eliście „Miasteczko Szachowe” – nowoczesny kompleks budynków mieszkalnych, usługowych, hotelowych. Miasteczko wykorzystano kilka razy do organizacji różnych imprez – przeważnie jednak stoi puste, niszczeje i generuje ogromne koszty dla budżetu republiki. Kirsan Ilmużinow stracił stanowisko, kiedy opowiadać zaczął dziennikarzom o swoich osobistych kontaktach z przybyszami z innych planet…

Kałmucja posiada niewątpliwe walory mogące przyciągnąć turystę, nie masowego, ale zainteresowanego przyrodą, historią, kulturą. Stepowy krajobraz, choć monotonny, ma swój urok. Aby zobaczyć suhaka – niezwykłą antylopę, „rówieśniczkę” mamutów i nosorożców włochatych z epoki lodowcowej, wielu ludzi gotowych byłoby ponieść znaczne koszty i znosić liczne niewygody. Rozlewiska nad rzeką Manycz to raj dla miłośników ptaków. Kałmucki folklor to unikat w skali Europy. Przetrwały tu jeszcze tradycje koczownicze, pasterskie, stroje, jurty, zwyczaje, tańce, kuchnia. Świątynie buddyjskie po 1990 roku odbudowywane lub budowane od nowa przyciągają swą oryginalnością.

Atrakcje te nie są jednak ani rozreklamowane, ani też właściwie udostępnione. Brak informacji, infrastruktury turystycznej, propozycji gotowych produktów turystycznych, osób rozumiejących potrzeby turysty.

Pobyt w Kałmucji rozpocząłem od trzydniowego objazdu republiki, w czasie którego zobaczyć mogłem część potencjalnych atrakcji turystycznych. Spotkania z pracownikami służb ochrony przyrody, samorządowcami, działaczami organizacji pozarządowych, lokalnymi animatorami kultury dały możliwość rozmów o potencjale Kałmucji. Czwartego dnia moi gospodarze zorganizowali w Eliście dwa seminaria. Pierwsze z nich – z pracownikami naukowymi i studentami – odbyło się na Uniwersytecie Kałmuckim. Miałem możliwość zaprezentowania projektów Fundacji Puszczy Rominckiej i Parku Krajobrazowego Puszczy Rominckiej, a także spostrzeżeń z podróży po Kałmucji. Pytano mnie o Polskę, o warunki życia, organizację szkolnictwa, system ochrony przyrody, stosunek Polaków do Rosji.

Kolejne seminarium – w Ministerstwie Sportu, Turystyki i Polityki Młodzieżowej – miało bardziej konkretny przebieg. Pracownicy administracji republiki, służb ochrony przyrody, przedstawiciele branży turystycznej pytali o polski system udostępniania turystom zasobów przyrodniczych i kulturowych, o rozwiązania możliwe i warte przeniesienia do Kałmucji, o możliwości współpracy i potencjalnych polskich partnerów.

Chociaż Kałmucja diametralnie różni się od Polski, to z pewnością wiele naszych doświadczeń z zakresu rozwoju turystyki bardzo by się tu przydało. Bagna nad rzeką Manycz mogą potencjalnie cieszyć się w świecie nie mniejszą popularnością niż Dolina Biebrzy. Liczne pomysły Biebrzańskiego Parku Narodowego, lokalnych samorządów i organizacji pozarządowych dałyby się przenieść przy niewielkich zmianach do Kałmucji. Sukces polskich Tatarów z Bohonnik i Kruszynian może być wzorem, jak wykorzystać zasoby historyczno-kulurowe dla rozwoju lokalnego, podobnie jak coraz popularniejsza w wielu częściach Polski idea tworzenia ekomuzeów.

Polacy także mogą nauczyć się wiele od Kałmuków. Zaimponowali mi oni patriotyzmem bez nacjonalizmu, znajomością historii swego narodu, poszanowaniem dla innych kultur, otwartością, umiejętnością podtrzymywania starych tradycji i zwyczajów.

Z Kałmucji wywiozłem portfel pełen wizytówek, a notes – wypełniony szkicami przyszłych wspólnych projektów. Chociaż nasze kraje dzieli znaczna odległość, współpracują ze sobą ludzie – i najważniejsza jest przy tym wola działań – a tej nam nie brakuje.

Jaromir Krajewski

 

 

 

Powiązane artykuły

Jeden komentarz do “Na stepach Kałmucji

  1. Anonim

    wspaniały kraj, piękne widoki lecz nie wszystkim jest dane by to odwiedzać- zapisuje się w kolejkę do Ciebie Jaromirze.Pozdrawiam

     

Skomentuj