Mam gdzieś hormony gimnazjalistów!

Postanowiłem od czasu do czasu napisać felietonik dotyczący spraw niekoniecznie bezpośrednio dotyczących samej Gołdapi ale po prostu nas wszystkich. Tym razem pretekstem stała się sprawa gimnazjalistów z Suwałk (bo co do Gołdapi to nie mam powodu, by pisać w tak niedobrym kontekście o naszym gimnazjum).

 

Intuicyjnie jestem po stronie owej nauczycielki, która zaskarżyła do sądu grupę uczniów. Podziwiam jej odwagę i mam nadzieję, że w Polsce zacznie pojawiać się coraz więcej takich osób.  Natomiast to wcale nie oznacza, iż ogólnie traktuję gimnazjalistów jako grupę ludzi złych. Po prostu utworzenie gimnazjów okazało się katastrofą gdyż odtworzyło gimnazjalistów – w efekcie coraz bardziej postrzeganych w Polsce jako swoista… subkultura. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że ta pejoratywna etykieta jest już niezmywalna. Zamiast końcowych klas podstawówek i początkowych szkół średnich mamy dziwaczną enklawę dosyć jednoznacznie definiowaną psychologicznie.

Moim zdaniem reforma oświaty z początku lat dziewięćdziesiątych była nie tyle efektem pedagogicznych przemyśleń, co w dużej mierze rodzajem przekory ówczesnych decydentów w stosunku do poprzedniego systemu. Wszystko co było wcześniej od powojnia musiało być złe. Takich przykładów mieliśmy więcej, choćby utworzenie, zbędnego – i w praktyce jedynie symbolicznego – senatu. Przy okazji nagminnie i nierzadko bezmyślnie zmieniano nazwy ulic, choć na naszym gołdapskim gruncie nie zagalopowaliśmy się za bardzo, mimo to nie mogę odżałować ulicy Pionierskiej jako zadedykowanej pionierom, czyli pierwszym powojennym mieszkańcom tej ziemi.

Wracając do gimnazjów…

Szkoły te, oprócz tego, że wyszczególniły pewną grupę wiekową, stały się jednocześnie, by tak rzec, usprawiedliwieniem, jej negatywnych zachowań (mdłości zresztą dostaję kiedy ustawicznie słyszę o owej burzy hormonów, która towarzyszy charakterystykom grupy i która ma tłumaczyć wszelkie zło).

Gimnazja przyczyniły się do rozchwiania i pozbawienia łagodnego, mniej bolesnego, narzędzia ułatwiającego przebycie wieku nastoletniego, choć zdaniem niektórych nauczycieli wyraźnie odciążyły podstawówki.

Przed napisaniem tego tekstu rozmawiałem z bliską mi osobą, by upewnić się m.in. jak jest w USA z oświatą podstawową (jest 8 klas podstawówki i 4 lata liceum). Najpierw usłyszałem: jak widzisz zachowanie dzisiejszych gimnazjalistów to zastanawiasz się czy w ogóle jest sens mieć dzieci. W tej wypowiedzi zawarty jest przede wszystkim strach przed wysyłaniem do szkoły swoich dzieci, zwłaszcza w dużych miastach. A jeśli już mamy do czynienia z przypadkiem (prawdziwym), kiedy nauczyciel skarży się na klasowego bandytę i w efekcie słyszy od szkolnego pedagoga, że „należy go otoczyć serdeczną opieką” (rzecz jasna bandytę), to warto się zastanowić, gdzie tu jest patologia?

SIGNI

 

 


Aktualności

Powiązane artykuły

8 komentarzy do “Mam gdzieś hormony gimnazjalistów!

  1. Adam

    Ktoś kiedyś powiedział-„zło należy niszczyć w zarodku”.My w naszej edukacji młodych-poza zgłębianiem wiedzy zdejmowaliśmy z ich barków wszystko-pomoc w domu ,praca w ogrodzie,czyn społeczny ,wykopki w PGR.Wyrosło społeczeństwo typu :daj,muszę to mieć bo on to ma ,a co mnie obchodzi jak to kupić i za co,gdzie obiad,spadaj stara,mam cię gdzieś itp.Klepnąć po tyłku nie można bo tam już czeka prokurator.Od ojca parę razy dostałem dobrego kuksańca za co teraz mu serdecznie dziękuję chociaż On już nie żyje.Obecna polityka oświatowa to więcej pedagogów,psychologow i kogóż by tam jeszcze a z drugiej strony żadnych obowiązków za to więcej praw,demokracji dysleksji ,dyskgrafi dyskortografi i czego jeszcze nasi naukowcy nie wymyślili.

     
  2. Kieras

    Więc jakby nie patrzeć powodem tego stanu są dorośli i ciężko wymagać od dzieciaków by zachowywały się inaczej skoro ktoś im na to pozwala/umożliwia/daje jakiś przykład. Może spojrzeć na to z tej strony i próbować coś zmieniać? Przynajmniej na gruncie swojej rodziny (choć i to może być trudne zważywszy na promowanie konsumpcjonistycznego stylu życia przez media oraz konieczność pogoni za pieniądzem).

     
    1. To prawda, ponieważ przyczyn problemu jest wiele. Jestem zwolennikiem (niestety idealistycznej) teorii ks. Tischnera, że od wychowania jest dom. Ale nie ściągałbym do końca tej powinności ze szkół. Inna rzecz – czym jest metoda wychowania bezstresowego? Dla mnie kretyństwem. Kolejną teorią, którą być może po latach będzie się traktowało jako egzotyczną. Tyle że wtedy może już być za późno. Natomiast w kontekście, o którym piszę największym problemem są jednak gimnazja jako struktura nie na czasie, jako nawiązanie do tradycji, która się teraz nie sprawdza. To zresztą dla nas Polaków typowe – nadgorliwość w nawiązywaniu do przeszłości.

       
  3. Czytelnik

    Zasady wychowania młodzieży wg zasad „państwa demokratycznego” jest wypaczeniem dzieci, młodzieży od samego początku. Stosując się do nowych zasad postępowania z dziećmi młodzieżą tworzymy społeczeństwo zdegfenerowane, które w przyszłości nie poradzi sobie samo z sobą. Tworzymy państwo nieudaczników, roszczeniowców, bandytów i samobójców. Wszystko w imię wypaczonej demokracji i humanizacji. Bezstresowe wychowanie, prawa ucznia, prawa nieletnich …. itd. Jakoś nigdzie nie wyczytałem o obowiązkach, odpowiedzialności, szacunku, pracowitości. Dokąd zmierzamy ?, jedno jest pewne w niewłaściwym kierunku !

     
    1. Przy okazji przypomniała mi się rozmowa z jedną Niemką, która tuż przed powstaniem gimnazjum była w Gołdapi i zwiedzała szkoły. Kiedy usłyszała, że ma powstać gimnazjum powiedziała przerażona: O Jezu! Nie róbcie tego, bo myśmy to przerabiali i się na tym przejechali!

       
  4. Karol

    Powielanie złych doświadczeń to nasza polska tradycja. Współczuję nauczycielom. Nie współczuję rodzicom. Dziecko rozpoczynające naukę w szkole powinno być już wychowane – przez rodziców (przy wsparciu przedszkola). Jeżeli rodzice to lekceważą, nie dziwmy się, że wyrastają nam potwory.

     
  5. Czytelnik

    Cytuję: Redakcję (… ) Przy okazji przypomniała mi się rozmowa z jedną Niemką, która tuż przed powstaniem gimnazjum była w Gołdapi i zwiedzała szkoły. Kiedy usłyszała, że ma powstać gimnazjum powiedziała przerażona: O Jezu! Nie róbcie tego, bo myśmy to przerabiali i się na tym przejechali! (… ) Oczywiście Polacy wprowadzili w swoim kraju to co nie sprawdziło się na zachodzie. Podobnie było i jest z plastykowymi oknami, okładaniem starych budynków styropianem oraz stawianiem wiatraków w pobliżu siedlisk ludzkich. Bo durne społeczeństwo zachysnęło sie zachodem. Do wielu rzeczy trzeba poprostu dorosnąć a Polacy ciągle zachowuja się jak nastolatki WSZYSTKO WIEDZĄ NAJLEPIEJ. No i mamy taki a nie inny kraj, kraj wdrażania już dawno niesprawdzonych pomysłów.

     
    1. Zgadzam się w całej pełni.