Inni napisali. Jarek Kowal odnosi się do wpisu radnego Pawła Czyża

Inni napisali. Jarek Kowal odnosi się do wpisu radnego Pawła Czyża

Na swoim profilu Jarek Kowal odnosi się do wpisu radnego powiatowego Pawła Czyża. Wpis dotyczy bezpieczeństwa w szkołach…

„OBOWIĄZKOWE szkolenia z zakresu obrony przed napaścią z użyciem niebezpiecznego narzędzia (nóż, siekiera, itp.)”
Wyobraźmy sobie tę nową polską szkołę bezpieczeństwa według Pawła: dzwonek na przerwę, uczniowie biegną na matematykę, plastykę i obowiązkowy kurs odbierania siekiery napastnikowi. Ksawery z VIIb właśnie skończył omawiać fotosyntezę, więc teraz przez 45 minut będzie ćwiczył, jak nie dać się zadźgać. Bo przecież po kilku zajęciach na sali gimnastycznej dziecko staje się skrzyżowaniem komandosa, ochroniarza i Stevena Seagala.
A nauczyciele? Zamiast uczyć, będą zapewne trenować dźwignie na nadgarstek i rozbrajanie człowieka z nożem. W końcu gdy do szkoły wtargnie uzbrojony, zdeterminowany napastnik, najważniejsze jest przecież to, by pani od biologii pamiętała właściwy chwyt obronny. Byle łokieć pod odpowiednim kątem, bo inaczej wiadomo — tragedia.
To jest bezpieczeństwo według logiki plakatu: jeśli istnieje zagrożenie, trzeba natychmiast urządzić dzieciom kurs walki wręcz i postawić bramki jak na wejściu do aresztu. Jeszcze tylko wieżyczka strażnicza przy boisku, kontrola zeszytów przez ochronę i psa tropiącego przy automacie z napojami — i edukacja będzie wreszcie gotowa na XXI wiek.
Tyle że w realnym świecie w sytuacji ataku z nożem nie zaleca się dwunastolatkowi „wejścia w zwarcie”, tylko ucieczkę, ukrycie się i wezwanie pomocy. Fizyczna konfrontacja to rozpaczliwa ostateczność, a nie program wychowawczy dla klasy VIIb.
A bramki? Oczywiście. Setki uczniów z plecakami, nożyczkami, cyrklami, metalowymi bidonami i kluczami ustawione rano w kolejce przed szkołą. Bo jeśli już tworzyć tłum dzieci, to najlepiej na chodniku, przed jednym wejściem, pod czujnym okiem urządzenia, które będzie piszczeć od połowy szkolnego wyposażenia. Genialne: zamiast problemu bezpieczeństwa mamy problem bezpieczeństwa plus korek na pół osiedla.
I oczywiście ani słowa o tym, kto ma te bramki obsługiwać, jak długo potrwa kontrola, co zrobić z alarmem, kto podejmie decyzję o przeszukaniu ucznia, jak zapewnić prywatność i co dalej, gdy „zabezpieczona” szkoła ma kilka innych wejść. Szczegóły są najwyraźniej dla pesymistów. Plakat ma wyglądać groźnie, nie działać.
O pomocy psychologicznej, rozpoznawaniu kryzysów, sprawnych procedurach, zabezpieczeniu wejść, komunikacji alarmowej i przygotowaniu personelu — cisza. Bo to nie brzmi tak bojowo jak „walka wręcz” i „bramkowe wykrywacze metali”.
To nie jest projekt poprawy bezpieczeństwa. To jest populistyczna polityka bezpieczeństwa pisana przez człowieka, który za długo oglądał filmy akcji i uznał, że najlepszą odpowiedzią na przemoc jest wysłać dzieci na kurs bycia małym komandosem. Żenada!
Screenshot

 

Powiązane artykuły