W archiwach związanych z odbudową kościoła w Gołdapi znajduje się kolejne, niezwykle wymowne pismo, datowane na 6 czerwca 1980 roku. Zostało ono skierowane do Urzędu do Spraw Wyznań w Warszawie — instytucji, która w realiach PRL odgrywała kluczową rolę w kontrolowaniu spraw kościoła.
W dokumencie parafia rzymskokatolicka w Gołdapi zwraca się z prośbą o interwencję i pomoc w załatwieniu sprawy odbudowy zniszczonego podczas II wojny światowej zabytkowego kościoła. Autorzy pisma podkreślają, że przez dziesiątki lat nikt nie zajął się ani odbudową, ani nawet zabezpieczeniem ruin, które szpecą centrum miasta i stają się obiektem zdziwienia turystów krajowych i zagranicznych.
W piśmie czytamy, że parafia wielokrotnie zwracała się do wojewody suwalskiego z prośbą o wydanie zezwolenia na odbudowę świątyni, jednak nie otrzymała żadnej odpowiedzi. Jedyną reakcją było pismo Wydziału do Spraw Wyznań Urzędu Wojewódzkiego w Suwałkach z lutego 1980 roku, w którym stwierdzono, że sprawa powinna zostać uzgodniona pomiędzy biskupem a wojewodą. Jak wynika z dokumentu — nawet osobista interwencja biskupa nie przyniosła rezultatu.
Szczególnie mocno wybrzmiewa fragment, w którym autorzy pisma zwracają uwagę, że lekceważenie obywateli nie powinno oznaczać lekceważenia obowiązujących przepisów, w tym Kodeksu postępowania administracyjnego. Pada też gorzkie stwierdzenie, że parafianie pytają o los sprawy, a władze wojewódzkie milczą bezterminowo.
Co istotne, w zachowanych materiałach znajdują się dwie kopie tego pisma, które nie są podpisane. Do dziś nie ma pewności, czy dokument ten został faktycznie wysłany do Urzędu do Spraw Wyznań w Warszawie, czy też — podobnie jak wiele wcześniejszych próśb — zatrzymał się na etapie przygotowania. Sam ten fakt wiele mówi o realiach epoki: o niepewności, obawie przed konsekwencjami, ale też o administracyjnym labiryncie, w którym sprawy kościoła mogły utknąć na lata.
Niezależnie od tego, czy pismo zostało formalnie wysłane, stanowi ono ważne świadectwo determinacji parafii i Rady Parafialnej, które nie ustawały w staraniach o przywrócenie Gołdapi jej zabytkowej świątyni — nawet wtedy, gdy odpowiedzi nie nadchodziły.
Dzisiaj też, parę słów od mojej mamy, która razem z jedną z moich sióstr podpisała się na dokumentach opublikowanych w poprzednim artykule (obie były członkami Rady Parafialnej. Opowiada Ona, że do wojewody nie tylko jeździła na rozmowy, ale również protestować. Na drugi dzień, po jednym ze spotkań u pana wojewody suwalskiego nie przyjęto dzieci do przedszkola. Panie powiedziały, że od dzisiaj dzieci (ówcześnie to moja młodsza siostra i brat) nie będą przyjmowane do przedszkola. Mama wtedy już pracowała po urlopach wychowawczych w „Ełczance” na ul. Lipowej. Obok w parku mieścił się dom partii PZPR. Mama tam poszła „załatwić sprawę”. Nikita Lemiesz był I sekretarzem Komitetu Gminnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (PZPR) w Gołdapi – po rozmowie z mamą okazało się, że partia jest bardzo zainteresowana losem wielodzietnej rodziny robotniczej i na drugi dzień panie w przedszkolu już przyjęły z powrotem moje rodzeństwo na wychowanie. Mama zresztą pozytywnie wspomina zaangażowanie w sprawę I sekretarza – mówi, że on zawsze był za ludźmi.
W kolejnych częściach serii pokażemy, jak długo jeszcze trwała ta cisza i jakie wydarzenia w końcu doprowadziły do przełomu.
P.S. Ponawiam prośbę: Wśród mieszkańców Gołdapi są na pewno osoby, które mają w zakamarkach pamięci historie zdarzeń i zdjęcia związane z odbudową kościoła. Zachęcam do podzielenia się i opisania wspomnień oraz przesłania na slawek.roman@op.pl.
Sławomir ROMANOWSKI
#Gołdap #KościółŚwLeona #HistoriaGołdapi #OdbudowaKościoła #Dziedzictwo #DokumentyZArchiwum #KościółNMPGołdap


