Na przełomie lat 1979 i 1980 sprawa odbudowy zabytkowego kościoła w Gołdapi weszła w decydującą fazę. Zachowane dokumenty pokazują już nie tylko urzędową korespondencję, ale także narastającą frustrację duchowieństwa i wiernych, zderzających się z długotrwałym brakiem odpowiedzi ze strony władz.
30 stycznia 1980 roku ks. Aleksander Smędzik, proboszcz parafii św. Leona w Gołdapi, ponownie zwrócił się do wojewody suwalskiego Eugeniusza Złotorzyńskiego. W liście tym nie krył rozczarowania wielomiesięcznym milczeniem urzędów. Pisał wprost, że chodzi o zabytek leżący w ruinach od zakończenia wojny, który powinien być ozdobą miasta, a nie zapomnianym symbolem zniszczenia.
Kapłan zwracał uwagę, że Gołdap odwiedzają przedstawiciele administracji państwowej, prasy, radia i telewizji, a nawet goście zagraniczni – tym bardziej niezrozumiałe było pozostawianie w samym centrum miasta ruin XVI-wiecznego kościoła. Padają w tym liście pytania gorzkie i retoryczne: czy naprawdę ochrona zabytków w Polsce Ludowej nie dotyczy Gołdapi?
Kilkanaście dni później, 10 lutego 1980 roku, do wojewody wystąpili już nie tylko duchowni, ale radni parafii rzymskokatolickiej w Gołdapi. W zbiorowym piśmie, podpisanym przez mieszkańców, podkreślano, że sprawa odbudowy ciągnie się od lat i godzi w konstytucyjnie gwarantowaną wolność religijną.
Autorzy pisma jasno zaznaczali, że nie chodzi o budowę nowego obiektu, lecz o odbudowę historycznego kościoła z XVI wieku – dobra wspólnego całego miasta.
Zachowana notatka urzędowa z lutego 1980 roku pokazuje natomiast chłodną reakcję administracji. Władze wojewódzkie informowały, że sprawa była już wcześniej analizowana i nie zajęto stanowiska umożliwiającego rozpoczęcie odbudowy. Dokument ten dobitnie pokazuje rozdźwięk między społeczną determinacją a urzędowym dystansem.
Ten obraz potwierdza również literatura historyczna. W książce A w województwie suwalskim mgła… Władza i opozycja w województwie suwalskim w latach 1975–1981 autor opisuje, jak kwestie budownictwa sakralnego były w tym okresie przedmiotem stałej kontroli aparatu państwowego i służb bezpieczeństwa. Zwraca uwagę na rozmowy „profilaktyczno-ostrzegawcze”, naciski administracyjne oraz próby zniechęcania duchownych do dalszych działań. W tym kontekście wieloletnie opóźnianie decyzji dotyczących Gołdapi przestaje być przypadkiem, a staje się elementem szerszej polityki.
Dokumenty z 1980 roku pokazują jednak coś jeszcze: determinację mieszkańców, którzy nie chcieli pogodzić się z losem ruin i milczeniem urzędów. To właśnie ta konsekwencja — list po liście, podpis po podpisie — stała się fundamentem późniejszego sukcesu.
P.S. Wśród mieszkańców Gołdapi są na pewno osoby, które mają w zakamarkach pamięci historie zdarzeń i zdjęcia związane z odbudową kościoła. Zachęcam do podzielenia się i opisania wspomnień oraz przesłania na slawek.roman@op.pl.
Sławomir ROMANOWSKI
#Gołdap #KościółŚwLeona #HistoriaGołdapi #OdbudowaKościoła #Dziedzictwo #DokumentyZArchiwum








